III Symfonia "Symfonia pieśni żałosnych" | opinie


„Na mnie zresztą, jeżeli mam mówić o osobistych odczuciach, cała III Symfonia Góreckiego – mimo wyraźnych dłużyzn, zwłaszcza w ostatniej części – wywarła głębokie wrażenie, nie bez zasługi Stefanii Woytowicz, przepięknie zaiste śpiewającej szeroko rozbudowaną partię solową i znakomicie grającej Orkiestry z Baden-Baden; wprawdzie Ernest Bour przy kapelmistrzowskim pulpicie wydawał się bardziej ożywionym metronomem niż ekspresjonistą ewokującym utajone w partyturze emocje – nie zaszkodziło to jednak wyrazowej stronie dzieła. Przyjęcie ze strony publiczności i krytyki było bardzo. zróżnicowane. Dominowało uznanie dla talentu kompozytora, ale i uczucie pewnego zaskoczenia. Wyrażano m.in. pogląd, iż utwór ten, choć skądinąd piękny, nie mieści się w ramach festiwalu nowej muzyki; przeciwstawił się tym głosom artystyczny kierownik tegorocznego festiwalu Paul Beusen stwierdzając, iż skoro dzieło zostało napisane za naszych dni i jest wartościowe, to należy do dorobku współczesnej muzyki i jako takie należało je tutaj właśnie pokazać.”

(Józef Kański, XIV Festiwal w Royan, „Ruch Muzyczny” 1977, nr 13, s. 15)


Andrzej Chłopecki:
„Arcydzieło, stawiające twórcę w rzędzie geniuszy. Próbą argumentowania tego twierdzenia skazałbym się na zbanalizowanie dzieła”.

Ludwik Erhardt:
„Zanim usłyszałem ten utwór, dotarło do mnie może zbyt dużo opinii entuzjastycznych. Nie zabrakło w nich epitetów w rodzaju «największy współczesny kompozytor polski» lub po prostu «geniusz». Tym większe rozczarowanie na koncercie. Tym większa irytacja, gdy w miejsce przeżycia i wzruszenia wdarła się – nuda. Gdy wyrafinowana prostota okazała się prymitywizmem. Mówią mi, że wykonanie było niedobre. Nie sądzę, by lepsze zestrojenie orkiestry, większa staranność czy nawet zapał wykonawców mogły wiele zmienić, gdyż kompozytor wykroczył tu chyba poza granicę, jaką nasza kultura otoczyła ten teren działalności człowieka, który nazywamy sztuką”.

Tadeusz Kaczyński:
„W tej muzyce, odwróconej tyłem do wszelkiej nowoczesności, znalazłem coś nowego: odmienność od całej muzyki polskiej powojennego okresu. Jedyna analogia to prawie nieznane u nas utwory wokalno-instrumentalne Andrzeja Nikodemowicza. Analogia wypływa ze wspólnego źródła, którym są nasze wiejskie śpiewy religijne. Dzięki nim wchodzimy w tę muzykę łatwo i czujemy się w niej, jak w ciepłym domu, z którego nie ma się ochoty wychodzić. Jej swojskość jest walorem może jedynym, ale aż nadto wystarczającym”.

Tadeusz A. Zieliński:
„Wybitny talent Góreckiego zatraca się niestety coraz bardziej w wyniku z gruntu fałszywego założenia: kompozytor najwyraźniej pragnie w swej muzyce odsłonić najbardziej proste, elementarne, «nagie» już przeżycia emocjonalne, redukując co minimum całą artystyczną «resztę», co stało się w końcu mimowolną reductio ad absurdum. Jest to działanie na przekór najgłębszym tradycjom europejskiej (i chyba nie tylko!) sztuki i kultury, w której treść i forma, wzruszenie i kunszt artystycznej wypowiedzi, szczerość i wytrawny gust nie były nigdy (na szczęście) wartościami alternatywnymi”.

(Górecki: „III Symfonia”, „Ruch Muzyczny” 1977, nr 23, s. 17)


„W piątek 12 listopada [dzień śmierci H.M. Góreckiego] słuchałem w Programie 3 Radia BBC wypowiedzi Boba Hurwitza z firmy Elektra Nonesuch. Wspominał on sesję nagraniową Symfonii z Dawn Upshaw, London Sinfoniettą i Davidem Zinmanem. Myślał wówczas: «To jest coś nowego, cennego, możemy sprzedać jakieś czterdzieści, pięćdziesiąt tysięcy płyt». Zatem nawet on się nie spodziewał ani tym bardziej nikt inny. Nie ulega wątpliwości, że III Symfonia nie zdobyłaby tak szerokiej publiczności, gdyby nie była utworem interesującym. Zapytał mnie ktoś, czy jej sukces zależał od stacji radiowych, które ją nadawały. Oczywiście, w jakimś stopniu, ale jeśli utwór nie jest naprawdę dobry, to ludzie go nie kupią – musi zatem coś w tej muzyce być.”

(Beata Bolesławska-Lewandowska, 'Był na czele peletonu' – rozmowa o Henryku Mikołaju Góreckim z Adrianem Thomasem, „Ruch Muzyczny” 2011, nr 3)