Modlitwa powszechna | wypowiedzi Andrzeja Panufnika


Muzyka rozpięta między przeszłością a przyszłością, nie wybiegająca do przodu i nie cofająca się wstecz, nie przynależąca do żadnego ze znanych stylów, kierunków, nie pasująca do niczyjej szuflady, nie adresowana do nikogo specjalnie, lecz do wszystkich. Jak religia, której służy bez reszty, wyrzekając się wszelkiego efektu, nawet eksponowania osobowości twórcy. Celowa obiektywizacja nie czyni jednak tej muzyki bezosobową, ale w przedziwny sposób nasyca ją intersubiektywną treścią, zespalając autora tekstu, kompozytora, wykonawców i słuchaczy we wspólnotę metafizyczną.

(Tadeusz Kaczyński, „Ruch Muzyczny” 1977 nr 23, s. 15–16)


Partytura, o której piszę, jest jakimś krańcowym przykładem działania, w którym realizacja planu jest ożeniona z ową subtelnością ucha. Możemy to też nazwać małżeństwem powziętego  zamiaru z aspiracjami słuchu i ucha. Możemy to też nazwać po prostu – urodą dźwięku. Wszystkie symetrie: czasowe, dynamiczne, agogiczne, instrumentalne, rozplanowanie sekcji, w których śpiewają soliści czy chór, grają harfy czy organy, zrealizowane są według absolutnie ścisłego planu, wzoru. Dotyczy to nie tylko budowy, ale i wyboru nut, ich zespołów, przewrotów i transpozycji. Zadziwia to i niepokoi, sprawia wrażenie dźwiękowej, surowej budowli, podobnej do szeregu kolumn, ciągnących się perspektywicznie na przestrzeni dwudziestu siedmiu odcinków (czasowych!).

(Zygmunt Mycielski, Na krańcach dyscypliny. Universal Prayer Andrzeja Panufnika, „Ruch Muzyczny” 1977 nr 21, s. 6–7)