Kołysanka | opinie


Pomysł użycia piosenki ludowej jako wątku melodycznego, przewijającego się poprzez pajęczo utkaną kanwę polifonii na pochodach ćwierćtonowych, dał tu wyniki fascynujące: cudowną świeżość brzmienia, pastelowość kolorytu, nastrojowość zupełnie nieoczekiwaną. Kompozycję tę nazwać można chyba najlepszą, najbardziej pomysłową i nową pod względem inwencji muzycznej, jaka powstała w Polsce powojennej.

(Stefania Łobaczewska, Kraków muzyczny, „Dziennik Literacki”, 4 grudnia 1948)


Z tych nut, błądzących przez ćwierćtony (których nieodzowną konieczność po raz pierwszy w życiu w utworze tym słyszałem) wyziera największe muzyczne wrażenie, jakiego doznałem od czasu, gdy poznawałem najdelikatniejsze dzieła wielkich mistrzów.

(Zygmunt Mycielski, Festiwal słowiański, 30-lecie Rewolucji, „Kołysanka” Panufnika, „Odrodzenie” 1947 nr 1)


Kompozycja Panufnika zrobiła na mnie wrażenie dzieła, które w porównaniu np. do muzyki klasycznej mogłoby stanowić analogię przejścia z dziedziny naszej świadomości do rejonów podświadomości. Innymi słowy mogłaby być ona odpowiednikiem naszego stanu psychicznego z chwilą zapadania w sen (co zresztą zgodne jest z tytułem kompozycji). Wrażenia naszego świadomego życia podczas dnia zaczynają rwać się w strzępy (fragmenty melodyczne), jakieś uporczywe, prymitywne nawroty dźwięków stwarzają dziwną monotonię (akompaniament harf), nierealne, jak gdyby z innego świata szmery wciągają nas w otchłań nieznanych przeżyć psychicznych (smyczki w ćwierćtonach).

(Jan Ekier, Wiosna w Pradze. Muzyka polska, „Ruch Muzyczny” 1948 nr 13–14, s. 13)


To było tak, jakbyśmy oglądali aeroplan Leonarda da Vinci: zapomniany prototyp faktury właściwej „polskiej szkole kompozytorskiej”, stworzony jakieś dwadzieścia lat wcześniej: srebrne wstążki ćwierćtonów, rozwijające się jedna z drugiej, osiadające niczym mgła wokół prostej diatonicznej linii.

(Nigel Osborne, Siedemdziesięciolecie Panufnika, „Res Publica” 1989 nr 2)