Trędowata | Jerzy Hoffman

Trzecią w historii ekranizację słynnego międzywojennego melodramatu Heleny Mniszkówny – historii nieszczęśliwej miłości magnata i ubogiej szlachcianki – wyreżyserował Jerzy Hoffman. To z tego filmu pochodzi słynny Walc Wojciecha Kilara, który stał się jednym z przebojów polskich wesel, choć jego wymowa w filmie nie jest bynajmniej jednoznaczna: ma w sobie coś niepokojącego, wręcz fatalistycznego. Ciekawostkę stanowi fakt, że melodia pojawiła się już wcześniej w filmie grozy Lokis. Rękopis profesora Wittembacha (1970) w reżyserii Janusza Majewskiego, w aranżacji na fortepian. Ale choć trwający dokładnie pięć minut Walc brzmi w Trędowatej dwa razy, nie jest on jedynym muzycznym tematem drugiego wspólnego, po Trzech krokach po ziemi (1965), filmu w karierze Kilara i Hoffmana.

W czołówce Trędowatej rozbrzmiewa z romantycznym rozmachem i chopinowskim gestem temat pierwszy: początkowo w wykonaniu orkiestry (z wyróżniającymi się puzonami), potem – fortepianu solo z orkiestrą; następnie podejmują go instrumenty solowe: skrzypce i obój. W pierwszych minutach filmu poznajemy główną bohaterkę, guwernantkę Stefanię Rudecką (Elżbieta Starostecka) – piękną, młodą i wrażliwą; strojącą się przed lustrem, tańczącą wśród fontann, biegnącą w refleksach światła między drzewami pałacowego parku. W warstwie muzycznej rozbrzmiewa wówczas drugi temat, nazywany Ogrody pałacowe. Dużo w nim powtarzanych dźwięków i trylów oraz gry z dynamiką, wykorzystującej szerokoskalowe crescenda i diminuenda.

W tych scenach z życia wyższych sfer nie mogło zabraknąć muzyki salonowej. W buduarze rozbrzmiewa więc angielski walc, a przy sekretarzyku – temat pierwszy na skrzypce. Nauczycielka, oczywiście, pięknie też muzykuje: w jednej ze scen akompaniuje sobie na fortepianie do słów wiersza Mickiewicza Precz z moich oczu. To rozbuchana, wręcz rachmaninowowska aranżacja, z podwójnymi oktawami i rozbudowanymi kadencjami. Kamera jednak, podążając niejako za oczami duszy bohaterki, wymyka się za okno, gdzie w deszczu stoi wielkie drzewo, wokół którego Stefania tańczyła na początku filmu.

Walc, czyli najbardziej znany temat z Trędowatej, zostaje ciekawie zapowiedziany w scenie zwiedzania zamku głównego bohatera, ordynata Waldemara Michorowskiego (Leszek Teleszyński), który zakochuje się w uroczej nauczycielce. Gdy ta zostaje sama w sali balowej, słyszy w wyobraźni motyw grany na pozytywce i tańczy do tej niesłyszanej (jeszcze) przez nikogo innego muzyki. Później reżyser i kompozytor wykorzystują podobny chwyt, podkładając ciche tremolo skrzypiec w momencie grozy przeżywanej przez Stefanię w galerii przodków. Wkrótce jednak Waldemar odnajduje ukochaną, a przy próbie pocałunku wraca temat pierwszy w skrzypcach solo.

Wreszcie następuje kluczowe dla opowiadanej historii przyjęcie w ogrodach zamku, gdzie do tańca przygrywa z muszli koncertowej elegancki band (udane shimmy i tango opracował Piotr Marczewski, choć Hoffman i tak regularnie wycisza muzykę, by na plan pierwszy wysunąć dialogi). W końcu nadchodzi czas na zamaszysty walc z niepokojąco opadającym motywem – ordynat prosi do tańca nauczycielkę zamiast hrabianki, czym wzbudza powszechne oburzenie. Wpatrzeni w siebie bohaterowie nie widzą jednak rozmazanych, gniewnych twarzy wokół – wirują w walcu ku zatraceniu.

Zapowiedź tragedii pojawia się w momencie, gdy guwernantka zostaje zmuszona przez swoich chlebodawców do odejścia, a zrozpaczony arystokrata w szalonym tempie goni za nią powozem: w pierwszym temacie wybija się perkusja i trąbki, a w momencie wzajemnego wyznania miłości powracają solowe skrzypce. Temat „ogrodów pałacowych” pojawia się ponownie w pełnej orkiestrowej krasie, gdy para cieszy się sobą podczas jazdy powozem. Także i walc wraca w kulminacyjnej scenie tańca w operze, gdy Stefcia już wie, że w wyższych sferach na zawsze pozostanie „trędowata”. Arystokraci odciągają ordynata od ukochanej, ale ta nie może wyrwać się z kręgu tańczących: wreszcie do muzyki wkrada się szum, a Stefania ucieka na dwór, gdzie szaleje deszcz i wiatr, ona jednak wciąż ucieka i ucieka.

Na jej pogrzebie raz jeszcze wybrzmiewa pierwszy temat grany na fortepianie. Pojawia się po znaczącym dysonansie i dramatycznej pauzie kończącej przypomnienie początkowych taktów pieśni Precz z moich oczu, zagranych pianissimo i w manierze punktualistycznej.


Konteksty

Jedyne twórcze spotkanie Jerzego Hoffmana z Wojciechem Kilarem we wspomnieniach reżysera jawi się jako przykład idealnie harmonijnej współpracy uwieńczonej powstaniem „fantastycznej muzyki”. Warto też pamiętać o genezie walca z Trędowatej, którą zarysowała Urszula Mieszkiełło w tekście o gatunkach tanecznych w muzyce filmowej Kilara.

Fragmenty filmu Trędowata w reż. J. Hoffmana, 1976, © Studio Filmowe KADR