Rejs | Marek Piwowski


Najbardziej kultowy z kultowych, film Marka Piwowskiego nie był pierwszym spotkaniem Kilara z gatunkiem komedii – kompozytor miał już wówczas na koncie ścieżkę do Giuseppego w Warszawie (1964). Tym razem zadanie okazało się jednak trudniejsze, ponieważ reżyser postanowił włączyć do filmu sporo utworów muzycznych innych twórców: marsz Piotra Marczewskiego z filmu Rzeczpospolita babska (1969) oraz ówczesne szlagiery – Oblekońskiego oberka i W Jezioranach Tadeusza Wesołowskiego (oba rozbrzmiewają jeszcze przed wypłynięciem statku), a także gitarową balladę Historia jednej znajomości Krzysztofa Klenczona do słów Janusza Kłosińskiego.



Co w takim razie zostało do zrobienia kompozytorowi? Oczywiście wiodący motyw jękliwej, rozwibrowanej „hawajskiej” gitary elektrycznej z perkusją (i momentami basem) na leniwe 3/4 – wprowadzający klimat rozluźnienia i nic-nie-dziania się, przenikający cały rejs. Pojawia się on jako ilustracja do slapstickowych scenek rodem z kina niemego, jak choćby początkowa, z przydługim bosakiem, którym co rusz ktoś jest potrącany. Czasem motyw ów pełni też rolę przerywnika i spoiwa montażowego, podobnie jak marsz w drugiej połowie filmu.




Choć muzyka regularnie pojawia się w Rejsie jako temat rozmów grupy spiskowców przygotowujących pod wodzą kaowca niespodziankę dla kapitana, to wyjątkowo rzadko faktycznie wybrzmiewa. Chyba że uznamy za nią wszystko to, co składa się na finałowy „montaż słowno-muzyczny” – od tańca-wokalizy okularnika, przez chórek „pa-ram-pam-pa-pam / nikt nas nie pragnie” i męski duet „morza szum / ptaków śpiew / złota plaża / pośród drzew (...) szaba-daba-daba-da”, po melodramatyczną piosenkę starszej damy.


Znakomity przykład improwizowanych rozważań o muzyce stanowi egzegeza piosenki Krzysztofa Klenczona, przeprowadzona przez fałszującego gitarzystę. Wskazuje on na ewidentnie ironiczną wymowę utworu, skoro w czasach kolektywu nikt przecież nie może czuć się samotny. Śpiewak przesunięty zostaje do sekcji gimnastycznej, gdzie ćwiczy zamaszysty krok i inne numery do iście cyrkowego marsza, wykonywanego przez niewidoczną orkiestrę dętą (flety i trąbki). W finałowej scenie marsz ten powraca z nałożonym na niego motywem „hawajskiej” gitary, podczas gdy w skrajnych rejestrach wyróżniają się rytmiczne powtórzenia dźwięków fortepianu. A statek płynie.






Konteksty


Muzykę Kilara do Rejsu Marek Hendrykowski uznał za jedną z „najbardziej «zakręconych», niezwykłych i ekscentrycznych w całej historii polskiego kina”.  W swej analizie filmu Piwowskiego podkreślał także jej szczególną relację do treści owej niepowtarzalnej gatunkowej hybrydy.


Fragmenty filmu Rejs w reż. M. Piwowskiego, 1970, © Studio Filmowe TOR
Film można obejrzeć w całości tutaj.