Władysław Ślesicki | opisy filmów | DVD 2

Ślesicki często kręcił filmy o ludziach, których życiu przyglądał się wcześniej przez wiele lat. Jak mówił, „uczciwy autor-dokumentalista zanim naciśnie guzik kamery, powinien o temacie wiedzieć wszystko”.
Opisy filmów według Mikołaja Jazdona


Jedzie tabor, 1955

Szkolna etiuda Władysława Ślesickiego, a zarazem pierwszy film, jaki w życiu nakręcił, jest unikalnym zapisem wizualnym kultury polskich Romów, zrealizowanym w połowie lat 50. Z całego filmu najbardziej zapada w pamięć scena wróżenia z ręki. Spoglądamy w twarz starej Cyganki i słyszymy jej głos. Scena ta, będąca etnograficznym unikatem, z perspektywy lat stanowi poruszającą zapowiedź artystycznej drogi, którą podąży twórca tej filmowej miniatury. Obrazowe bogactwo przedstawień życia Cyganów jest tu jeszcze tłamszone przez socrealistyczny komentarz i zbyt widoczne zabiegi inscenizacyjne. Sam twórca nie uznał swego filmu za dzieło udane. Było ono jednak pierwszym krokiem na drodze ku realizacji jednego z  jego najlepszych filmów – poetyckiej ballady o życiu Cyganów, którą zrealizował dziewięć lat później. Spotkania i zawiązane przyjaźnie z poznanymi wówczas Cyganami okazały się bezcennym kapitałem dla przyszłego twórcy dokumentalnej ballady Zanim opadną liście... Po latach tak wspominał pracę nad filmem:
Jako student szkoły filmowej zrealizowałem etiudę o życiu Cyganów. A że niełatwo jest pozyskać ich sympatię, a przede wszystkim zaufanie – mój pierwszy kontakt z taborem spotkanym w okolicach Krakowa nie obył się bez nieporozumień. Trafiłem jednak na starą Cygankę, która okazała mi sporo sympatii: za jej pośrednictwem nawiązałem kontakt z całym taborem.
Scenariusz i reżyseria: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Stanisław Białek
Asystenci: Barbara Pecówna, Andrzej Ostrowski
Współpraca operatorska: Nikola Todorow
Produkcja: Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 14’


Opowieść o drodze, 1958

Na czym polega szczególny urok i siła wyrazu tej dokumentalnej ballady o Bieszczadach? Znajdziemy w niej ujęcia, które przywodzą na myśl znane fabularne filmy  rozgrywające się w tej samej górskiej scenerii – Bazę ludzi umarłych Petelskiego, nakręconą w tym samym roku, czy Zerwany most (1963) Passendorfera. Jednak Ślesicki nie tylko oddał na ekranie ową szczególną atmosferę powojennych Bieszczad, ale też przekazał nam autentyczny wygląd miejsc, ludzi i zdarzeń. Kamera Stanisława Niedbalskiego sfotografowała całą galerię ludzkich typów, przybyszów do tego wyludnionego zakątka Polski, na bezdroża usiane ruinami wiejskich zabudowań. Komentator głosem Włodzimierza Kmicika mówi zza kadru:
Zjechali z różnych stron kraju, aby budować tę drogę. W drewnianych kuferkach mieli trochę drobiazgów, które miały im zastąpić normalny dom na wiele miesięcy. Pisano o nich w gazetach, że są pionierami, że dzięki drodze jaką zbudują wróci życie na tę umarłą ziemię. Ale oni nie przywiązywali wagi do smutku. Przyszli, bo tu czekała na nich praca. Przyglądamy się jak pracują w kamieniołomach, przygotowując materiał na budowę drogi, jak oczyszczają stoki ze zwalonych drzew, brną w błotnistej mazi, w jaką jesienią zamieniają się nieutwardzone dukty, czy jak stłoczeni w barakach zasypiają nocą na piętrowych pryczach. Realizując zdjęcia o różnych porach roku Ślesicki uchwycił, jak zmieniająca się pogoda gwałtownie odmienia bieszczadzki krajobraz i warunki pracy. Pod koniec filmu oglądamy kapitalną zimową sekwencję: w śnieżnej zadymce z zagubionego w górach obozu budowniczowie drogi odjeżdżają ciężarówkami. Pozostali ci, którzy przy nowo wybudowanej drodze stawiają pierwszy dom.

Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Stanisław Niedbalski
Muzyka: Andrzej Dobrowolski
Dźwięk: Halina Paszkowska
Montaż: Helena Białkowska
Tekst czyta: Włodzimierz Kmicik
Produkcja: WFD
Dane techniczne: 35 mm czarno-biały
Czas: 19’


Spacer w Bieszczadach, 1958

Ten krótki nastrojowy film prezentujący piękno bieszczadzkiej przyrody zawiera w sobie wiele z tego, co odnajdziemy w późniejszych filmach Władysława Ślesickiego: urzeczenie górskim krajobrazem, zamiłowanie do filmowania detali pieczołowicie zdejmowanych na polach, łąkach, dróżkach i duktach. Przede wszystkim jednak wyczulenie na materialne piękno, które wkrótce zniknie… W zwyczajności potrafił Ślesicki dostrzec niezwykłość, która w pełni mogła objawić się dopiero z upływem czasu. Dlatego tak urzekają nas dziś ujęcia koni brodzących w rzece, drabiniastego wozu pokonującego bród, chłopskiego podwórka z pokrytą strzechą chatą o bielonych wapnem ścianach i stadkiem indyków, dźwięk dzwonu dobiegający z drewnianego kościółka, czy przydrożny Chrystus.  Wyczuwalna w tonie tego filmu nuta melancholii pobrzmiewa i w późniejszych filmach reżysera. Pojawia się w tym filmie symboliczne ujęcie walca równającego tłuczeń na budowanej drodze. Ten wizualny znak zmian zachodzących w górskim krajobrazie, które przyniosą też zmiany w życiu mieszkających tu ludzi, odnajdziemy w pierwszym samodzielnie nakręconym przez Ślesickiego filmie, Opowieści o drodze i w ostatnim jego dokumencie, Chyłych polach. Po obejrzeniu filmu, który nosił roboczy tytuł Bieszczady przypominają się słowa Ślesickiego, który po latach wyznał, że w jego filmach (…) punkt ciężkości przechylał się w stronę odkrywania nowych widzeń na znane rzeczy, w stronę wzbudzenia refleksji, zamyślenia nad pewnymi ogólnymi sprawami ludzkiej egzystencji. Jeśli liczyłem na widza, to uczulonego na ten rodzaj odbioru. Dowody istnienia tego typu wrażliwości ludzkiej zbieram do dziś.
Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Stanisław Niedbalski
Montaż: Helena Białkowska
Produkcja: WFD
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 6’


Portret małego miasta, 1961

Nostalgiczny portret Nowego Sącza, w którym udało się uchwycić wygląd i aurę miasta, nim rozpoczęła się jego rozbudowa i modernizacja. Szczególne wrażenie robi sekwencja otwierająca – poranek w mieście – przedstawiony za pomocą kilku mikro scenek: na pustej ulicy dozorca zamiata jezdnię, mleczarze toczą bańki z mlekiem pod zamknięty sklep, przejeżdża polewaczka, z piekarni wynoszą kosze z pieczywem i ładują je do samochodu, z zajezdni wyjeżdżają autobusy, dzieci wychodzą do szkoły. Komentator mówi zza kadru: „W Nowym Sączu nie zdarzy się dziś nic, co mogłoby trafić na łamy gazet, nic, o czym mogłyby wspominać kroniki. Będzie to film o dniu powszednim”. Ta zwyczajna codzienność miast i miasteczek stała się tematem przewodnim wielu filmów dokumentalnych realizowanych w latach 60. Dla Ślesickiego film ten był kolejnym na drodze poszukiwania własnej, autorskiej tematyki i własnego stylu. W jednej z końcowych scen filmu pobrzmiewa dalekim echem tematyka i stylistyka filmów „czarnej serii”, które Ślesicki współrealizował z Kazimierzem Karabaszem. Spoglądamy na starą dzielnicę miasta, zniszczoną i zaniedbaną, w której reżyser skrzętnie notuje kamerą cały szereg drobnych sytuacji i nastrojów: stare podwórko, wóz z meblami, staruszkę zdejmująca kota z płotu, malarza ze sztalugami widocznego w dali za łukiem starej bramy. W scenie pokazującej mieszkańców baraków kolejowych komentator gorzko zauważa:
Jest w Nowym Sączu miejsce, które boli mieszkańców jak rana: to baraki kolejowe pozostałe po pierwszej wojnie światowej. Do dziś są częściowo zamieszkałe. Ciągle brak funduszy by przenieść stąd ludzi i dać im nowe mieszkania. Komentarz w wielu miejscach filmu sprawia, że różnorodność i wielobarwność filmowych obserwacji zebranych przez Ślesickiego i Krzyżańskiego zostaje w jakiś sposób przytłumiona. Nic dziwnego, że w kolejnych autorskich filmach Ślesicki całkowicie zrezygnował z posługiwania się komentarzem zza kadru.

Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Leszek Krzyżański
Montaż: Lidia Zonn
Operator dźwięku: Jerzy Szawłowski
Montaż dźwięku: Hanna Ciecierska
Czyta: Włodzimierz Kmicik
Asystent operatora: Józef Bakalarski
Kierownik filmu: Jerzy Dorożyński
Produkcja: WFD
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 8’


Ludzie i ryby, 1962

Na szczególny urok tego reportażu o pracy rybaków składa się zarówno prosta konstrukcja, jak i emanująca nieomal z każdego kadru aura morskiej przygody. Ślesicki wraz z Bronisławem Baranieckim, autorem zdjęć, sfotografowali codzienne i prozaiczne wydarzenia z nadmorskiego portu wydobywając z nich piękno, które potrafi dostrzec tylko wrażliwy obserwator. Opowieść o jednym dniu z życia rybaków z Władysławowa zaczyna się od rozjaśnionych słonecznym światłem obrazów portowego kanału. Rzucanie cum. Wyładunek skrzyń z rybami. Równoległe ze scenami pokazującymi rybaków zajętych rozładunkiem kamera pokazuje kobiety pracujące w przetwórni ryb. Kobiece twarze w białych chustkach i srebrzyste łby bałtyckich śledzi rozsypanych na taśmociągu. Praca wre. Kamera pokazuje panoramę nowoczesnego portu. Zagląda na gigantyczne składowisko drewnianych beczek na śledzie. To pewnie tu zbłądzili bohaterowie Dwóch ludzi z szafą Romana Polańskiego. Ślesicki nie dodał do filmu komentarza. Raz po raz zza kadru rozbrzmiewają wśród zgrzytów i pojękiwań głosy z portowej radiostacji. Płyną w eter ostrzegawcze komunikaty o nadchodzącym sztormie. Para przemoczonych małych ptaszków tuli się z zimna kurczowo uczepiona relingu na rybackim kutrze. Woda zalewa pokład i oko kamery Baranieckiego. Mężczyzna w sztormiaku mocuje się z sieciami. Kilkadziesiąt metrów dalej podrzucany uderzeniami fal sunie kuter Wła-104. Napięcie narasta, wiatr gwiżdże, zapada zmrok raz po raz przecinany smugami światła z nadmorskiej latarni. Gdy wstanie świt morze uspokoi się a kutry znów pojawią się tam, gdzie zobaczyliśmy je na początku filmu – u bram portu.

Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Bronisław Baraniecki
Współpraca: Jerzy Bakalarski
Dźwięk: Jerzy Szawłowski
Muzyka: Zbigniew Rudziński
Montaż: Maryla Orłowska
Montaż dźwięku: Hanna Ciecierska
Kierownictwo zdjęć: Bogusław Zujkiewicz
Produkcja: WFD
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 12’


Dwudziesta pierwsza, 1964

Reportaż z budowy pierwszej cukrowni w Maroku i dwudziestej pierwszej, jaką poza krajem wybudowali polscy specjaliści. Początek filmu pokazuje egzotyczne uroki Maroka, gdzie ludzie podróżują na osłach, na targu można zakupić gliniane stągwie, zamówić usługę u golibrody, przyjrzeć się występom ulicznego artysty lub zaklinacza węży. Takie właśnie zwykłe Maroko – nie szalona Casablanca, ani królewski Rabat. Uboga, szara prowincja – tyle, że afrykańska. Żyzną równinę Gharb uprawiano metodami niezmienionymi chyba od czasów Mahometa. W taki sposób niewiele można wycisnąć z najlepszej nawet ziemi.

Tym ostatnim słowom komentarza z filmu towarzyszą obrazy rolnika nabierającego wodę ze studni puszką, którą nawadnia swoje poletko. Wkrótce jednak na ekranie pojawią się polscy inżynierowie i rozpocznie się opowieść o trwającej 16 miesięcy budowie cukrowni w mieście Sidi-Slimane. Spoglądamy na twarze marokańskich robotników, którzy pod opieką polskich specjalistów dniem i nocą wznoszą gigantyczną przetwórnię, by zdążyć przed żniwami. Wreszcie następuje uroczyste otwarcie cukrowni. „Inżynier Fajst objaśnia premierowi Rhedda Guedira działanie wodnej armatki do transportu buraków”. Po tych słowach pojawia się dynamicznie zmontowana sekwencja pokazująca proces produkcji cukru. Zanim kamera opuści wnętrze cukrowni, by po raz ostatni spojrzeć na nią z zewnątrz, spogląda w twarz marokańskiego robotnika zapatrzonego i zafascynowanego działaniem trybów tej gigantycznej machiny. Blisko dekadę później Ślesicki powróci na ten kontynent, by nakręcić film o innych Polakach w Afryce, czyli swoje najbardziej znane dzieło – fabularne W pustyni i w puszczy (1973).

Scenariusz i realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Wacław Florkowski
Montaż: Krystyna Rutkowska
Dźwięk: Jerzy Szawłowski
Montaż dźwięku: Marta Broczkowska
Tekst: Jerzy Kasprzycki
Czyta: Włodzimierz Kmicik
Kierownik filmu: Zygmunt Rybarski
Produkcja: WFD
Dane techniczne: 35 mm, czarno-biały
Czas: 13’


Chwila ciszy, 1965

Wyjątkowy film w dorobku Władysława Ślesickiego – nastrojowa opowieść o nocnym spotkaniu dwojga młodych ludzi. Granica między dokumentem a fikcją została tu wyraźnie przesunięta w tę drugą stronę. Oglądamy filmowy nokturn rozgrywający się na warszawskim Powiślu, nieopodal dworca kolejowego, między przęsłami mostu Poniatowskiego. Chłopak i dziewczyna zbiegając po schodach, klucząc między filarami, kryjąc się przed sobą, to znów padając sobie w ramiona, przyglądają się zdarzeniom dziejącym się w pobliżu wiaduktu. Pasażerowie, którzy wysiedli z tramwaju, pędzą do domów, gasną światła w oknach kamienic, oddział wojska maszeruje na strzelnicę, milicyjny patrol maca światłem latarki śpiącego na ławce mężczyznę. Co jakiś czas słychać płacz dziecka dochodzący z mieszkania, w którego oknach raz zapala się, a raz gaśnie światło. W końcu pod dom zajeżdża karetka pogotowia. Słychać dochodzącą z któregoś z mieszkań melodię polskiego hymnu nadawaną na zakończenie programu telewizyjnego. Dziewczyna tuli się do chłopaka. Wkrótce zaczyna świtać i schody biegnące w górę mostu zapełniają się ludźmi spieszącymi do pracy. Ślesickiemu udało się w tym filmie uchwycić nastrój wielkomiejskiego zmierzchu. Opowieść o parze zakochanych – cieszących się nocnym spotkaniem w ciszy zapadającego w sen miasta – jest w jakiejś mierze tylko pretekstem dla odmalowania nocnego pejzażu tego zakątka Powiśla. W jednej z prasowych wypowiedzi reżyser mówił o trudnościach związanych z realizacją tego projektu: „w Semaforze na zrealizowanie krótkiego filmu, który nie mieścił się w profilu WFD czekałem trzy lata!”
Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że Chwila ciszy zwiastowała odejście Ślesickiego od filmu dokumentalnego. Trzy lata później reżyser zrealizował swój pełnometrażowy debiut fabularny.

Scenariusz i reżysera: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Bronisław Baraniecki
Montaż: Krystyna Rutkowska
Muzyka: Zbigniew Rudziński
Dźwięk: Andrzej Bohdanowicz
Montaż dźwięku: Krystyna Tunicka
Kierownictwo produkcji: H. Markiewicz
Produkcja: Studio Małych Form Filmowych Se-Ma-For w Łodzi
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 17’


Dni miesiące lata…, 1966

Wzruszające dokumentalne studium macierzyństwa. Przyglądamy się twarzom matek i dzieci w najróżniejszych momentach – od chwili narodzin po czas, w którym dzieci zaczynają chodzić do szkoły. Film rozpoczyna scena pożegnania na dworcu. Rodzice odprowadzają na pociąg wyjeżdżające na wakacje dzieci. Z okna wagonów wychylają się rzędy główek. Wzruszeni rodzice machają na pożegnanie swoim pociechom, które być może po raz pierwszy opuszczają dom rodzinny na tak długo. Kolejna scena jest rodzajem retrospekcji – autor przenosi nas do chwili, gdy przygoda macierzyństwa się zaczyna. Jesteśmy na sali porodowej – krzyki rodzących, płacz nowo narodzonych, radość matek tulących niemowlęta. W następnych scenach przyglądamy się pierwszym rozstaniom. Jesteśmy w żłobku. Pierwsze pożegnania z mamą i pierwsze zabawy z rówieśnikami. Kolejna sekwencja pokazuje kobiety pracujące w różnych miejscach – od drukarni, poprzez biuro rachunkowe, laboratorium aż po… żłobek. Przyglądamy się scenkom z życia rodzinnego: usypianie dzieci i wieczorne chwile wytchnienia dla rodziców, wyprawa do zoo, chłopięce zabawy na wielkim osiedlu. Idylliczny obraz przerywa nagle dramatyczna sekwencja wypadku. Ślesicki zamraża w serii stopklatek wykrzywione bólem i przerażeniem twarze rodziców, których dziecko wpadło pod koła tramwaju. Pod koniec filmu znów jesteśmy na progu wakacji. Pierwszoklasiści odbierają świadectwa, a nastoletnie uczennice wracają z uroczystej akademii przez miejski park, gdzie na ławce przysiadła brzemienna kobieta i w skupieniu robi na drutach sweterek dla dziecka, które urodzi. Zamiast komentarza na ścieżce dźwiękowej filmu znalazły się fragmenty uchwyconych przez dźwiękowca rozmów, strzępy zdań, krótkie, ale jakże wymowne. Tylko w jednej scenie jakby z ukrycia przysłuchujemy się przyszłym matkom, które lekarzowi opowiadają o swoich niepokojach i nadziejach.

Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Zbigniew Skoczek
Montaż: Maryla Orłowska-Skoczek
Dźwięk: Andrzej Bohdanowicz
Montaż dźwięku: Krystyna Punicka-Palluth
Kierownik produkcji: Halina Kawecka
Produkcja: WFD
Dane techniczne: 35 mm czarno-biały
Czas: 16’


Energia, 1967

Film rozpoczynają ujęcia niczym z dramatu sensacyjnego: noc, reflektory samochodów ostrym światłem przebijają ciemność, twarz strażnika z karabinem przewieszonym przez ramię bacznie lustruje okolicę. Stopniowo odkrywamy, gdzie jesteśmy. Koparki, hałdy ziemi, spuszczanie betonu z gruszki, twarze robotników, głosy zmieszane z porykiwaniem syren i jękiem maszyn. Światło poranka odsłania jeszcze bardziej tajemnicze krajobrazy, których nie objaśnia żaden komentarz zza kadru: wodna toń, dróżki, pagórki, porzucone chaty i płonące ruiny. Słychać czyjeś głosy, ktoś płacze… Spychacz na gąsienicach tratuje ściany wiejskiego domu. Eksplozja w kamieniołomach unosi w górę ciężką chmurę skalnego kruszcu. Sceny te stanowią preludium opowieści o budowie gigantycznej tamy w Solinie, największej budowli hydrotechnicznej, jaka powstała w Polsce. Kamera nieustannie zmienia punkt widzenia – przenosząc nas znad wodnej kipieli wysoko w górę na szczyt metalowej konstrukcji, z której rwąca rzeka wygląda jak górski strumień. Nie ma w tym filmie patosu ani tym bardziej śladów socrealistycznego produkcyjniaka. Ślesicki przemienia na ekranie relację z wielkiej budowy w liryczną balladę o ludziach, którzy budują wielką górę w poprzek rzeki. Kulminacyjnym momentem filmu jest scena, w której na przenikaniu połączono ujęcia gigantycznych betonowych ścian zapory w jeden monolit. Do realizacji tego dokumentu, który pierwotnie miał nosić tytuł Zapora, namówił reżysera, wybitny polski pisarz, Kazimierz Orłoś. Jego opowiadanie Powrót nad rzekę posłużyło Władysławowi Ślesickiemu za podstawę fabularnego debiutu pełnometrażowego, Ruchomych piasków z 1968 roku. Rok wcześniej Energię nagrodzono Złotym Gołębiem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Lipsku.

Realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Leszek Krzyżański
Montaż: Maryla Orłowska
Dźwięk: Andrzej Bohdanowicz
Montaż dźwięku: Krystyna Tunicka
Kierownik produkcji: Waldemar Kowalski
Produkcja: WFD
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 17’


Sugar Mill in Morocco*, 1964

Reklamowa, anglojęzyczna wersja filmu Dwudziesta pierwsza. Zleceniodawca, który zamówił w WFD ten film podpisał się na jego początku: Exporter of Industrial Plants – CEKOP. Projekcja tego filmu daje nam wyjątkową okazję zobaczenia, jak z tych samych materiałów zdjęciowych można stworzyć dwa odmienne filmy: reportaż i zleceniowy film reklamowy. Sugar Mill in Morocco zawiera te same sceny, które znamy z polskojęzycznej wersji. Komentarz przetłumaczono na angielski. Jednak jest to wersja dłuższa o pięć minut. Dodano w niej sekwencję pokazującą wielką tamę w Maroku i nowoczesny system nawadniania pól, dzięki któremu możliwa stała się hodowla buraka cukrowego. Sceny żniw, którą tu oglądamy także nie odnajdziemy w polskojęzycznej wersji filmu. Dodano ponadto kilka ujęć pokazujących marokańskich robotników pracujących przy budowie oraz wielobarwny tłum Arabów zwiedzających nowo wybudowaną cukrownię. Pojawia się także wątek opóźnienia dostawy niezbędnych urządzeń przez armatora, co groziło fiaskiem całemu przedsięwzięciu. W efekcie jednak – jak mówi komentator – pozwoliło jeszcze bardziej skonsolidować siły polskich i marokańskich pracowników. W filmie nie ma napisów informujących przez kogo został zrealizowany, gdyż twórcy z reguły nie podpisywali tego typu utworów, traktując kręcenie dokumentów zleceniowych jako pracę czysto usługową. Do tego samego gatunku dokumentalnych filmów reklamowych należą jeszcze dwa inne filmy Władysława Ślesickiego, także zrealizowane w angielskiej wersji językowej. Są to: Summer on the Baltic Shore (1965) oraz A Day on the Mazurian Lakes (1966).

Scenariusz i realizacja: Władysław Ślesicki
Zdjęcia: Wacław Florkowski
Montaż: Krystyna Rutkowska
Dźwięk: Jerzy Szawłowski
Montaż dźwięku: Marta Broczkowska
Tekst: Jerzy Kasprzycki
Kierownik filmu: Zygmunt Rybarski
Zleceniodawca: Cekop
Produkcja: WFD
Dane techniczne: 35 mm czarno-biały
Czas: 18 min

*Tłumaczenie tytułu: Cukrownia w Maroko