Pisarze emigranci

Czasem z oddali widać wyraźniej. Wybitni polscy pisarze, tacy jak Witold Gombrowicz, Andrzej Bobkowski czy Leopold Tyrmand, przebywali poza granicami kraju, kiedy kreślili wnikliwy i krytyczny obraz polskiej mentalności. Ten tydzień w Ninatece poświęcamy Polsce, w której zostać nie można i bez której żyć się nie da. Jej obywatelami są pisarze-emigranci.

Statek Stefan Batory w gdyńskim porcie

Był 21 sierpnia 1939 roku, kiedy Witold Gombrowicz wszedł na pokład transatlantyku „Chrobry”, którym popłynął do Argentyny. „Żegluga z Gdyni do Buenos Aires nadzwyczaj rozkoszna... i nawet niechętnie mnie się na ląd wysiadało, bo przez dni dwadzieścia człowiek między niebem i wodą, niczego nie pamiętny, w powietrzu skąpany, w fali roztopiony i wiatrem przewiany”… Na miejscu miały go czekać lata ubóstwa i niepewności. Mimo to, pisarz daleki był od nostalgicznej tęsknoty. Ze słowami Mickiewicza „ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie” rozprawił się na kartach swojej słynnej, częściowo autobiograficznej powieści Trans-Atlantyk, której obszerne fragmenty, na potrzeby słuchowiska Polskiego Radia, zinterpretował Maciej Stuhr.

„Bogo-ojczyźniana” martyrologia obca była również znakomitemu eseiście Andrzejowi Bobkowskiemu, czemu pisarz dał wyraz w Szkicach piórkiem:

Bądźmy szczerzy, ale tak naprawdę emigracja to nie ucieczka DLA Polski, to ucieczka OD Polski, od grobów, od nieszczęść, od ciągłych próżnych wysiłków. Ucieczka od ciągłego kłopotu, od ciągłej pracy bez wynagrodzenia, od entuzjastycznej śmierci. Można chować się za wiele pozorów, na dnie pozostaje zwyczajne i bardzo ludzkie uczucie prawa do szczęścia.

Pisarz osiedlił się na stałe w Gwatemali, gdzie początkowo pracował w fabryce butów, a następnie założył własny warsztat modelarski i sklep Guatemala Hobby Shop. Był przede wszystkim entuzjastą życia – jego epikureizm stał w kontrze wobec traumy wojennej i był dowodem na wewnętrzną potrzebę Bobkowskiego, aby pozostać sobą, być wolnym i doświadczać życia w całej jego rozciągłości.

O osobowości autora Szkiców piórkiem i charakterze jego twórczości opowiada barwnie Andrzej Gronczewski w programie z cyklu
Finezje literackie. Jak podkreśla, Bobkowski nie należy do typowego dla polskiej literatury nurtu postromantycznego, nie jest oblegany przez „polskie widma i upiory, polskie strzygi”, unika „romantycznych wyziewów” i „swądu romantycznej spalenizny”. Przeciwnie – jego twórczość jest śmiała, ma „szeroki oddech” i odwołuje się do wartości uniwersalnych. W audycji szczególną uwagę poświęcono trwającej piętnaście lat korespondencji pisarza z Jerzym Giedroyciem, twórcą słynnej paryskiej „Kultury”.

Ten emigracyjny miesięcznik, zdaniem znawcy literatury Wojciecha Karpińskiego, miał służyć „stworzeniu kanonu, swobodnej i sensownej myśli, (…) utrwaleniu silnego nurtu polszczyzny, który pomagałby w budowie swobodnego polskiego domu, swobodnej przestrzeni duchowej polskiej, europejskiej, ludzkiej”. Sam Jerzy Giedroyc o misji najważniejszego emigracyjnego pisma literackiego opowiada w
audycji zrealizowanej przez Radio France Internationale

Szczęście jest zawsze gdzie indziej” – pisał Leopold Tyrmand w powieści Siedem dalekich rejsów. Pisarz na przestrzeni lat mieszkał we Francji, w Wilnie i Skandynawii, by w końcu osiąść na stałe w USA. Do Polski jednak wracał, i to w zadziwiających momentach: najpierw tuż po pierwszym roku studiów w Paryżu w 1939 roku, kiedy wojna już wisiała w powietrzu, potem w 1945 roku z Norwegii, gdy było jasne, że Polska znajduje się pod zwierzchnością Związku Radzieckiego. O niezrozumiałości tych powrotów mowa jest w kolejnej audycji z cyklu Finezje literackie. Być może Tyrmand tęsknił za „ciepłem”, o którym pisał w Dzienniku 1954:

Dom był dla mnie niegdyś ciepłem i bezpieczeństwem, lecz moje pokolenie w moim kraju wcześnie przekonało się, że dzięki temu, co zwie się w naszych okolicach historią, rodzinne ciepło i bezpieczeństwo trzeba między bajki włożyć.


MT i JB
Redakcja Ninateki