Maria Zmarz-Koczanowicz | opisy filmów | DVD 1

Filmy Marii Zmarz-Koczanowicz są jak spacer przez Polskę ostatniego ćwierćwiecza w towarzystwie bystrego, dowcipnego, ciekawego życia obserwatora.

Opisy filmów według Tadeusza Sobolewskiego

Każdy wie kto za kim stoi, 1983

W PRL zawsze brakowało towarów. W czasach stanu wojennego wielodniowe stanie w kolejkach – po meble, pralki, przedmioty codziennego użytku – było podstawowym sposobem spędzania czasu, jedną z form życia, uznawanych za naturalne. Jedni tworzyli komitety kolejkowe, inni chcieli się wedrzeć bez kolejki. Wciąż powtarzał się konflikt między tymi, co już „byli na liście” i tymi, którzy listę kwestionowali. Zmarz-Koczanowicz tworzy w swoim filmie absurdalną syntezę kolejkowego trybu życia. Pokazuje kolejne fazy czekania, aż do kulminacji otwarcia sklepu, kiedy ustalony porządek rozpada się. Zbiorowym bohaterem filmu jest „kolejkowy everyman”, człowiek, sprowadzony do paru mechanicznych odruchów. Mechaniczność sytuacji podkreśla montaż dźwięku – powtarzające się natrętnie frazy, cięte na coraz drobniejsze kawałki, odtwarzają kolejkowy bełkot. Daleko idące przetworzenie dokumentalnego materiału przypomina dawniejsze filmy Piotra Szulkina (Kobiety pracujące), czy Wojciecha Wiszniewskiego (Elementarz). Zmarz-Koczanowicz znajduje jednak od początku swój własny ton, pozbawiony namaszczenia, nacechowany humorem, ironiczny.

Realizacja: Maria Zmarz-Koczanowicz
Zdjęcia: Henryk Janas
Dźwięk: Spas Christow
Montaż: Krystyna Górnicka
Kierownik produkcji: Piotr Śliwiński
Produkcja: Wytwórnia Filmów Dokumentalnych
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 6’


Jestem mężczyzną, 1985

W groteskowym obrazku prowincji przebija gorycz połowy lat 80. Reżyserka komentuje swój film:
Zrobiłam film Jestem mężczyzną niby jako dokument o groźnym totalitarnym dyktatorze, który w podwrocławskich Świniarach opanował wszystkie najważniejsze stanowiska, został nawet szefem koła Ligi Kobiet, które na jego cześć śpiewają pieśni. Ale w tej skali wszystko to było śmieszne. Chciałam rozbić powagę mówienia o totalitaryzmie. Po zakończeniu stanu wojennego reżim zelżał, ale w oczach dużej części opinii społecznej nadzieje wolnościowe, wiązane z Solidarnością, rozwiały się. W kraju panował marazm i społeczny zastój. Obrazek zadowolonej z siebie małomiasteczkowej społeczności w filmie Zmarz-Koczanowicz kryje podwójną ironię. Na pozór przedmiotem satyry jest otoczony kultem przewodniczący Ligi Kobiet, którego osiągnięcia zostały pokazane w stylu propagandowych kronik filmowych (ma on także, poza rolą społeczną, rys ludzki, prywatny: jest artystą, fotografuje drzewa). Jednak nie da się ukryć, że ludność miasteczka lubi swojego „wodza”. Chętnie spełniają jego polecenia – gdy trzeba, zamalowują wypisywane na murach przez „wichrzycieli” hasła antyustrojowe lub burzą poniemiecki pomniczek, przed którym „niepotrzebnie” zatrzymywały się zagraniczne wycieczki. Ta dokumentalna komedia dotyka wstydliwej kwestii, z którą do dziś nie mogą się uporać historycy: tamten reżim miał społeczne poparcie.

Realizacja: Maria-Zmarz-Koczanowicz
Zdjęcia: Czesław Chwiszczuk
Dźwięk: Aleksander Gołębiowski
Montaż: Krzysztof Osiecki
Kierownik produkcji: Andrzej Stachecki
Produkcja: Studio Filmowe im. K. Irzykowskiego
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 16’


Urząd, 1986

Na początku była obserwacja: urząd skarbowy, gdzie z jednej strony „pochyleni nad biurkami ludzie tłumaczą się, że nie mogą czegoś zapłacić, bo nie mają pieniędzy, a po drugiej stronie z kamiennymi twarzami siedzą komornicy”. Materiał zebrany drogą reporterską posłużył do zbudowania metafory. Urząd to przeciwieństwo „kina-prawdy”, rejestrującego tylko to, co zdarzyło się naprawdę przed kamerą. Efekt prawdy można osiągnąć inaczej – inscenizując, zagęszczając rzeczywistość, tak jak to robił w swoich filmach Wojciech Wiszniewski. Ukrytą inscenizację wprowadził również Kieślowski w Życiorysie, gdzie główną postać grał aktor-naturszczyk. W Urzędzie komorników grają wynajęte osoby – prawdziwi nie zgodziliby się na pokazanie twarzy. Natomiast autentyczna jest ścieżka dźwiękowa – cyniczne wyznania komorników, skargi klientów. Sfilmowano również prawdziwy magazyn zarekwirowanych rzeczy. Z tych obrazów Zmarz-Koczanowicz kreuje coś na kształt kina grozy, „opowieść o surrealistycznym, peerelowskim urzędzie, którego urzędnicy chodzą po biednych domach i zabierają ludziom rzeczy”. Ten urząd jest metaforą represyjnego państwa, jednak ostrze filmu – jak zawsze u tej reżyserki – godzi nie tyle w instytucję, co w jej funkcjonariuszy, nie zdających sobie sprawy z roli, jaką odgrywają.

Realizacja: Maria Zmarz-Koczanowicz
Zdjęcia: Bogdan Stachurski
Muzyka: Janusz Hajdun
Dźwięk: Zofia Kucharska-Kowalska, Bogumiła Kłopotowska
Montaż: Dorota Wardęszkiewicz
Kierownik Produkcji: Urszula Latuszewska
Produkcja: Wytwórnia Filmów Oświatowych
Dane techniczne: barwny
Czas: 16’


Major albo rewolucja krasnoludków, 1989

Waldemar „Major” Fydrych był twórcą ruchu happeningowego Pomarańczowej Alternatywy, nawiązującego do działań holenderskich „provosów”. Od 1986 roku we Wrocławiu, a potem w innych miastach Polski, zaczęły pojawiać się manifestacje pod absurdalnymi hasłami, przedrzeźniającymi oficjalne święta PRL: „Dzień Milicjanta”, „Dzień Tajniaka”, „Wigilia Rewolucji Październikowej”, „Papier Toaletowy – pierwsze rozdanie”, „Rewolucja Krasnali”. Tak jak akcje Pomarańczowej były parodią oficjalnych świąt, tak film Marii Zmarz-Koczanowicz o Majorze jest parodią rewolucyjnych reportaży. Reżyserka opowiada:
Kiedy w stanie wojennym studiowałam w szkole filmowej w Katowicach Major był na Uniwersytecie Wrocławskim. Jego również, tak jak mnie, drażniła atmosfera nadętej powagi, patos opozycyjnej walki. Napisał wtedy razem z kolegą manifest surrealizmu socjalistycznego, za co został wykluczony ze strajku studenckiego. Ruch happeningowy, który zainicjował po kilku latach, otwierał nową możliwość działania dla tych wszystkich, którym formy solidarnościowych protestów wydawały się przebrzmiałe. Maria Zmarz-Koczanowicz komentuje:
Otwierała się jakaś nowa przestrzeń, między polityka a sztuką. Po traumatycznym przeżyciu stanu wojennego można było zrobić krok naprzód, nie grzęznąc w polityce, która w Polsce staje się pułapką dla kolejnych pokoleń. Można było zamanifestować swój stosunek do świata, wyrazić siebie w sposób radykalny na innym niż polityka obszarze. Była w tym zapowiedź wolności.
Realizacja: Maria Zmarz-Koczanowicz
Scenariusz: Maria Zmarz-Koczanowicz, Waldemar Fydrych
Zdjęcia: Andrzej Adamczak
Dźwięk: Aleksandra Gołębiowska
Montaż: Dorota Wardęszkiewicz
Kierownik produkcji: Jerzy Szebesta
Produkcja: Studio Filmowe im. K. Irzykowskiego
Dane techniczne: barwny
Czas: 30’


Bara Bara, 1996

Podobnie jak w filmie Jestem mężczyzną, Zmarz-Koczanowicz podgląda zadowolony z siebie, swojski światek, zmanipulowany przez cwaniaków, ale nie odczuwający własnej śmieszności. Tym razem jednak skala jest większa: chodzi o twórców i fanów muzyki disco polo, która na początku lat 90., w czasach transformacji ustrojowej weszła do masowego obiegu. Przeniesiona z amerykańskiego polonijnego folkloru, z bazarowych straganów, trafiła do największych sal koncertowych w kraju ze swoimi przebojami: Bara bara, Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, Majteczki w kropeczki, a obok tego – Matko Boga. O popularności piosenek disco polo świadczył fakt, że zabiegali o nie w swoich kampaniach wyborczych liderzy PSL i SLD. Twórcy tej muzyki charakteryzują ją następująco: „słowa proste, łatwe i przyjemne, słowiańska nuta, rytm polki, stopa, werbel i przebitka”. W ironicznym dokumencie Marii Zmarz-Koczanowicz i Michała Arabudzkiego kicz obnaża się sam, choć ma też swój wdzięk – można przypuszczać, że ekipa Bara bara dobrze się bawiła, filmując wesela z disco polo. Według menadżerów tej muzyki, miała być ona przejawem „braku kompleksów”, reakcją swojskości na ekspansję kultury zachodniej. Film pokazuje, że ten spreparowany, chwytliwy pseudo-folklor nie jest niczym innym, jak właśnie wyrazem narodowego kompleksu – miał być przecież „produktem, który rozsławi imię Polski w świecie”. Dyskusje wokół disco-polo dawno ucichły, ale film Bara bara dotyka czegoś aktualnego: kariery populizmu w polskiej kulturze i polityce. Ta discopolowa feeria jest podszyta smutkiem: dlaczego to, co uchodzi za swojskie, musi być tak prymitywne i głupie?

Realizacja: Maria Zmarz-Koczanowicz, Michał Arabudzki
Scenariusz: Maria Zmarz-Koczanowicz, Michał Arabudzki
Zdjęcia: Andrzej Adamczak
Dźwięk: Maria Chilarecka
Montaż: Grażyna Gradoń
Kierownik produkcji: Jacek Kucharski
Producent: Henryk Romanowski Filmcontract Ltd., TVP, APF
Dane techniczne: barwny
Czas: 65’


Dworzec Gdański, 2007

Piękne lato w Aszkelonie – izraelskim kurorcie nad Morzem Śródziemnym. Spotykają się tam regularnie emigranci z '68 roku, skupieni w klubie Reunion. Zjeżdżają z całego świata. To nasi dawni koledzy, którzy w latach 1968-69 pod wpływem szykan wyjechali z Polski z „dokumentem podróży” zamiast paszportu, bez prawa powrotu. Moment rozstania pamiętają w najdrobniejszych szczegółach. Byli obywatelami polskimi, wielu z nich należało do elity inteligencji. To, że są obcymi – Żydami – uświadomiono im, wypędzając z ojczyzny, pozbawiając obywatelstwa. Odebrane obywatelstwo polskie zaczęto im przywracać dopiero po 40 latach.
Dworzec Gdański w Warszawie, skąd odjeżdżały pociągi z emigrantami, stał się miejscem symbolicznym. Dokument Marii Zmarz-Koczanowicz pokazuje, poprzez kilka ludzkich losów, jak dramatyczna była decyzja o wyjeździe. Mam do tego filmu osobisty stosunek – zobaczyłem w nim Leona, kolegę szkolnego. Słuchając go, przypomniałem sobie moment naszego zdawkowego pożegnania, wiosną 1968. Dopiero z tego filmu dowiedziałem się, co musiał wtedy przejść. Szef rządzącej w Polsce monopartii, Władysław Gomułka, wołał z trybuny, że tacy, jak on, są „agenturą państwa Izrael”, „piątą kolumną”. „Każdy szanujący się zakład pracy musiał wykazać się obecnością „syjonistów”, jak eufemistycznie określano ludzi pochodzenia żydowskiego – tego wymagała poprawność polityczna. A my, uznani za swoich, nie umieliśmy, nie chcieliśmy, nie mogliśmy nic zrobić. Baliśmy się o siebie, dopiero później odczuliśmy ich brak” – przyznaje prowadząca wywiady Teresa Torańska.
Historycy pokazali kulisy wydarzeń roku 1968 w Polsce. Wiele można dziś zrozumieć, wytłumaczyć: sześciodniowa wojna egipsko-izraelska; nacisk ZSRR na władze polskie, by poparły stronę arabską; walki partyjnych frakcji; próba ograniczenia wolnościowych dążeń inteligencji. Ten film nie wchodzi w sferę politycznych uwarunkowań. Niczego nie chce tłumaczyć. Dowiadujemy się po prostu, co czuli wtedy nasi koledzy, wyjeżdżający z Dworca Gdańskiego. Autorkom filmu chodzi o to, żeby widz spojrzał na tamte wydarzenia ich oczami i odczuł solidarność. Emigranci z rozbawieniem oglądają kroniki sprzed 40 lat z przemówieniem Gomułki. Są dzisiaj ludźmi sukcesu. Ale w pewnym momencie niemal każdemu z nich załamuje się głos. Również widzów, gdzieś w dwóch trzecich filmu, żal chwyta za gardło i nie opuszcza aż do końca. Żal za nieodwracalnym.

Realizacja: Maria Zmarz-Koczanowicz
Scenariusz: Teresa Torańska
Wywiady: Teresa Torańska
Zdjęcia: Rafał Paradowski, Andrzej Adamczak
Muzyka: Janusz Stokłosa
Dźwięk: Robert Brudziński
Montaż: Grażyna Gradoń
Kierownik produkcji: Krystyna Świeca
Producent: Agnieszka Traczewska Studio Largo, Instytut Adama Mickiewicza, TVN
Dane techniczne: barwny
Czas: 56’