Maciej J. Drygas | opisy filmów | DVD 1

Drygas często narusza wyobrażenie o jednostronnym układzie: represyjna władza i zachowujące wolę oporu społeczeństwo. Pokazuje smutne skutki totalitarnego nacisku.
Opisy filmów w opracowaniu Andrzeja Wernera


Usłyszcie mój krzyk
, 1991 (premiera 1994)


Film opowiada o Ryszardzie Siwcu, człowieku, który podpalił się na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie podczas uroczystości dożynkowych w 1968 roku. Zawiera, tak strasznie długą, siedmiosekundową relację z tego wydarzenia, zarejestrowaną przez operatora Kroniki Filmowej.

Ale film mówi przede wszystkim o czymś innym – i chyba to właśnie jest najbardziej wstrząsające. Mówi o trwającym dwadzieścia kilka lat milczeniu. Przez tyle lat, nie tylko wówczas – co też zbyt prosto byłoby tłumaczyć jedynie strachem – ale i później, kiedy uporczywie poszukiwano świętych męczenników i patronów.

Czyn Siwca różni się od innych znanych nam samospaleń, które miały miejsce w naszym kręgu kulturowym. Różni się – chciałoby się powiedzieć – w sposób nie polski. To nie nagły, młodzieńczy gest rozpaczy i protestu, lecz czyn w najwyższym stopniu świadomy, dokonany z pełną premedytacją, przerażającą wręcz systematycznością działania, które prowadziło do zamierzonego wcześniej celu. Sześćdziesięcioletni księgowy z Przemyśla, ojciec czworga dzieci, latami dojrzewał do swego czynu. Był człowiekiem dobrze wykształconym historycznie (ukończył fakultet filozoficzno-historyczny), jego protest przeciwko komunizmowi, zbrodniom systemu – tym wielkim, ale także i zatrutej atmosferze dnia codziennego – nie opierał się na niejasnej a fanatycznej fobii, na hasłach wyrastających z uzasadnionej nawet nienawiści, ale na znajomości faktów. Nie ograniczał się do świadomości polskich krzywd, była w nim pewność podstawowych ludzkich wartości i faktu, że są one systematycznie gwałcone. Był sierpień 1968 roku – wielu, bardzo wielu o tych faktach wiedziało. Ryszard Siwiec nie mógł z tą wiedzą żyć, wierzył, że jeśli Polska i świat jego krzyk usłyszy, będzie to może zaczyn zmiany. Uznał to za swój obowiązek.

I nikt tego krzyku nie usłyszał. Jak to możliwe? Jak mogła ta wszechobejmująca fikcja pochłonąć bez śladu tak dramatyczną, wstrząsającą rzeczywistość? Odpowiedź jest tylko jedna: musiała to być fikcja istotnie wszechobejmująca, nie narzucona już i z zewnątrz obserwowana, ale zagarniająca wszystkich uczestników dożynkowego spektaklu.

Film Drygasa składa się w dużej części z rozmów ze świadkami. Na ogół sami do końca nie rozumieją, dlaczego to wydarzenie spotkało się z taką – również ich – obojętnością, dlaczego spłynęło po nich jak woda, bez śladu. Sprawozdawca Polskiego Radia opowiada o swoim kunszcie sprawozdawczym: starałem się mówić w takt muzyki, raz skocznie, raz posuwiście. „Tak, owszem, widziałem, ale cóż mogłem zrobić? Przerwać transmisję? Przecież na stadionie cały czas coś się działo, trwały występy zespołów, pokazy. Gdyby ten człowiek podpalił się trochę wcześniej, podczas przemówienia Gomułki, gdyby przywódca przerwał przemówienie, to i ja mógłbym wówczas zrelacjonować, co stało się tego przyczyną.” Jakaś kobieta jest po latach wstrząśnięta swoją ówczesną reakcją, tak, owszem, zdawała sobie sprawę, że to jakiś protest polityczny, ale ona się polityką nie interesowała i żeby aż tak, to musiał być chyba jakiś wariat. Określenie „wariat” pojawia się kilkakrotnie. Inni sądzili, albo chcieli sądzić, że pijany, jeszcze inni byli zajęci swoimi sprawami i trochę źli, że ktoś zakłóca święto.

Autor filmu nie oskarża tych ludzi, konstatuje fakty, odtwarza pewien stan świadomości, którego my już dzisiaj nie pamiętamy, albo wręcz mistyfikujemy, wpisując w pewien proces historyczny, kulminujący w zwycięskiej walce z wrogiem społeczeństwa. Według tego schematu wróg był wrogiem zawsze, nie zawsze były tylko warunki, zespolenie sił i środków, żeby z tym wrogiem walczyć.

Film pokazuje niewyobrażalną przepaść pomiędzy Ryszardem Siwcem a świadkami, całym zgromadzeniem zebranym na Stadionie Dziesięciolecia. To właśnie Siwiec, ze swoją świadomością, moralnością tradycji, którą ze sobą wnosi, ze swoim cierpieniem i determinacją jest tutaj intruzem. Przybyszem jakby z innej historii, z prawdziwego piekła, gdzie czarny kolor różni się od białego, a ogień – jakże dotkliwie – od lodu. Przybyszem do szarego i chłodnego piekiełka PRL-u. Był niewygodny, prawie wrogi i dlatego nie mógł zostać usłyszany. Przy stu tysiącach możliwych źródeł informacji i dalej – w postępie geometrycznym, zawsze znajdowało się martwe ogniwo, które tę informację uznawało za mało ważną. Przez tyle lat. Tyle osób w samym Przemyślu znało Ryszarda Siwca i musiało się dowiedzieć o szczegółach. Prawie wszyscy słyszeli o Palachu, o Siwcu – nikt.

Zrekonstruowana w ten sposób świadomość anno 1968 przeraża. Więc tak bardzo jesteśmy dziś inni, wszyscy po stronie Ryszarda Siwca – choćby jego czyn budził ciągle lęk i zgrozę? A może i dziś jesteśmy – jako społeczeństwo – kimś zupełnie innym, niż to sobie naiwnie wyobrażamy? Różnica na pewno jest szokująca. Ale czy nie wyraża się ona głównie w sferze świadomości symbolicznej, stowarzyszonej z uschematyzowanym już procesem historycznym? Czy ten milczący rozbawiony stadion zniknął bezpotomnie, czy jest ciągle żywą, choć niechętnie pamiętaną spuścizną, która siecią podziemnych korytarzy sięga, musi sięgać współczesności i przyszłości?

Scenariusz i reżyseria: Maciej Drygas
Zdjęcia: Stanisław Śliskowski
Zdjęcia specjalne: Stanisław Śliskowski
Montaż: Dorota Wardęszkiewicz
Opracowanie muzyczne: Anna Iżykowska-Mironowicz
Dźwięk: Andrzej Żabicki
Materiały archiwalne: Wytwórnia Filmów Dokumentalnych (Warszawa), Telewizja Polska - Naczelna Redakcja Archiwów i Zbiorów Archiwalnych, Polskie Radio (Warszawa)
Kierownictwo produkcji: Zbigniew Grefkowicz
Współpraca: Vita Želakevičiūtė, Józef Sikora, Zdzisław Wojciechowski, Zbigniew Kamiański, Barbara Gołuch, Ireneusz Sobczak, Bogusław Kołodziej, Grażyna Kaczyńska, Wiktor Błaszczyk, Teresa Dziemska
Produkcja: Studio Filmowe Logos, Zespół Filmowy Zodiak
Współfinansowanie: Sławomir Jaruga
Bohater filmu: Ryszard Siwiec
Wystąpili: Maria Siwiec, Innocenta Siwiec, Elżbieta Siwiec, Wit Siwiec, Adam Siwiec, Mariusz Siwiec, Maria Wojciechowska, Tadeusz Kamiński, Jan Janiszewski, Zbigniew Wojciechowski, Grażyna Niezgoda, Zbigniew Skoczek, Stanisława Końska, Michał Szymłowski, Jan Dyjak, Leszek Łożyński, Hubert Uszyński, Halina Łagowska, Józef Tischner
Dane techniczne: czarno-biały
Czas: 46'


Stan nieważkości, 1994

Któż nie chciał lecieć w kosmos? Dopóki były to tylko marzenia, wycieczki w przestrzeń międzyplanetarną pobudzały wyobraźnię, jak wszystko, co niedostępne, a może jeszcze bardziej. Gdy stawały się rzeczywistością interesowały nadal, choć już z niepokojem, bo trudno było nie wiedzieć, jak silnie są związane z wyścigiem militarnym zmierzającym do samounicestwienia ludzkości. Inaczej w Związku Radzieckim – tam były spełnieniem snów o imperialnej potędze, skromnym zadośćuczynieniem za jakże ciężkie życie. Poczucie dumy narodowej jest wypróbowanym lekarstwem na wszelkie dolegliwości codziennego życia.

Kosmonauci, z którymi rozmawia Drygas, mają własny powód do dumy. Dążyli do celu i ten cel osiągnęli. Jak ciężko za to zapłacili, za chwilę się dowiemy. Na razie opowiadają o wrażeniach, jakich doznali po opuszczeniu naszej planety. My i wszechświat, wokół bezkresna przestrzeń, gwiazdy – choć to tylko materia, w tym stanie skupienia budzi refleksje cokolwiek metafizyczne. W dole ziemia, zarys lądów, oceanów, kontynentów. Ale już nie przyciąga siłą ciążenia. Stan nieważkości – czyż nie jest on jednak złudzeniem? Myśli bez przeszkód wracają na porzuconą ziemię. Buntuje się także ciało, ono ma swoje wymagania, stan nieważkości ich nie przekreśli.

Szczególnie dramatycznie wyglądają kolejne etapy przygotowań, to, co się działo, zanim ich wystrzelono w przestworza. Niezwykle ciężki i żmudny trening – to jednak normalne przygotowanie, jakiego należy się spodziewać przy tego rodzaju ekstremalnym doświadczeniu. W pewnym jednak momencie odczuwamy uderzające zachwianie proporcji. Przecież to człowiek wymyślił i skonstruował te wszystkie niezmiernie zmyślne urządzenia, maszyny, żeby służyły jego dalekosiężnym celom. Tymczasem oglądamy coś przygnębiająco odwrotnego: ludzi już nie ma, triumfuje zimna technika, której trybikami stają się ponoć żywe istoty, zarówno te przy sterującym pulpicie, jak i umęczone ciała poddawanych torturom przyszłych zdobywców kosmosu. Nieliczni wytrzymają, organizm innych odmówi posłuszeństwa. Ale to nie współczucie dla ofiar organizuje całe doznanie; najbardziej uderzający jest obraz całego mechanizmu. Jak gdyby był on we władaniu gigantycznego komputera, który złośliwie chichocze sterując spektaklem skrajnej alienacji, odsłaniającej problematyczność tożsamości człowieczeństwa.

 Dostrzegamy ukryte znaczenie określenia „stan nieważkości”: to stan, w którym przestają obowiązywać wyobrażenia i wartości tradycyjnie wiązane z pojęciem człowieczeństwa. Jest jednak ciąg dalszy tego dramatu. Doświadczenia medyczne, którym podlegają kandydaci na kosmonautów przekraczają granice usprawiedliwienia potrzebami projektu. O ile treningowe opresje mogły i mogą w takiej czy innej formie zdarzać się w każdym systemie politycznym, o tyle tutaj nie mamy już wątpliwości, że jesteśmy na terenie państwa totalitarnego, z właściwym temu systemowi sposobem traktowania życia ludzkiego. Odpowiednie potrzeby zawsze się znajdą, medyczne eksperymenty mogą służyć rozwojowi takiej czy innej gałęzi medycyny, ale podobne usprawiedliwienia mieli także nad podorędziu hitlerowscy zbrodniarze w lekarskich kitlach.

Śmiertelne ryzyko wpisane jest w ten zawód. Katastrofy pojazdów kosmicznych zdarzają się wszędzie, gdzie prowadzone są tego rodzaju eksperymenty. Im bardziej są one ponad stan cywilizacyjny i gospodarczy kraju, im większa presja prestiżu i wyścigu z silniejszym przeciwnikiem – tym częściej się musiały i muszą zdarzać. I zapewne w Związku Radzieckim, którego przewaga polegała właśnie na swoistym „stanie nieważkości”, czyli braku respektu dla wszelkich przeszkód natury moralnej, musiało ich być wiele. Swoistością była jednak nie ilość katastrof, ale fakt, że poza nielicznymi, których ofiarą padali bohaterowie, prawie nikt, poza świadkami, o nich nie wiedział. Materiały filmowe, do których dotarł Drygas maja charakter – w języku mediów – sensacyjny. Nie dla sensacji jednak autor je przedstawia. Jest to część przedostatnia coraz to bardziej gęstniejącej opowieści – destrukcji mitu radzieckiej kosmonautyki.

Częścią ostatnią jest dzień dzisiejszy Bajkonuru. Po ziemi walają się wraki niejasnych urządzeń, które mogą być częściami rozbitych pojazdów, wokół panuje atmosfera opuszczenia, zawiedzionych nadziei, pustki. Kresowi iluzji, snów o podboju Kosmosu, a przy okazji i naszego świata nie towarzyszy w filmie Drygasa choćby cień triumfu. Była to bowiem iluzja znaczona ludzkim wysiłkiem, wyrzeczeniem i cierpieniami.

Scenariusz i reżyseria: Maciej Drygas
Współpraca reżyserska: Vita Želakevičiūtė, Władymir Fienczenko
Zdjęcia: Andrzej Musiał, Stanisław Śliskowski
Współpraca operatorska: Aleksiej Walencow
Zdjęcia lotnicze: Jewgienij Bakałow
Muzyka: Paweł Szymański
Wykonanie muzyki: Orkiestra Filharmonii Łódzkiej
Dyrygent: Zdzisław Szostak
Konsultacja muzyczna: Anna Iżykowska-Mironowicz
Dźwięk: Andrzej Żabicki
Montaż: Dorota Wardęszkiewicz
Współpraca montażowa: Zbigniew Kostrzewiński
Opracowanie graficzne: Mirosław Mentcel
Kierownictwo produkcji: Zbigniew Grefkowicz, Jacques Dabs
Współpraca produkcyjna: Sergiej Górewicz, Andriej Sjemionow, Liudmiła Sadkowskaja, Barbara Gołuch, Zbigniew Kamiański
Producent: Maciej Drygas
Opieka produkcyjna: Konstanty Lewkowicz Produkcja: Studio Filmowe Logos, ADR Production, Canal+, Telewizja Polska - Program 1, Łódzkie Centrum Filmowe
Współpraca produkcyjna: Studio Filmowe Cinemark (Moskwa)
Współfinansowanie: Agencja Produkcji Filmowej, Zarząd Miasta Łodzi, Euroimages, Ministerstwo Kultury Francji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Francji, Prociref, Rosyjski Komitet Kinematografii, Agfa Interocean, Studio Fotofilm Doroty Mlickiej
Dane techniczne: barwny (negatyw: Agfa), 35 mm
Czas: 57'