Łukasz Borowicz | Playlista


Myślę, że playlistę ułożyłbym w taki sposób, aby ktoś, kto zacznie jej słuchać, doszedł do jej końca, od utworów bardziej przystępnych do utworów najbardziej skomplikowanych, do utworów, które wymagają przygotowania, a tym przygotowaniem jest poznawanie muzyki Panufnika, poznawanie jej stylu i możliwość łatwego odnalezienia się w tej muzyce. Jest bowiem coś takiego w twórczości Andrzeja Panufnika, co nazwałbym jej kodem. Dla tego, kto już raz ten kod, ten szyfr, złamie, kto nauczy się go, kto wytworzy we własnej wrażliwości narzędzia do „obsługi” tej muzyki, do „obsługi” jej emocji, ukrytych czasami w strukturze, lub narzędzia do odnalezienia tej struktury, która czasami jest ukryta w emocjach, dla kogoś takiego potem już wszystko jest proste.

Utworem, który nie pozwala nikomu przejść obok siebie obojętnie, jest moim zdaniem Kołysanka, i to jest utwór, który bym umieścił na miejscu pierwszym. Meloman będzie oczarowany tym, że ta melodia płynie, z pozoru się nie kończy, gdzieś tam niepostrzeżenie przechodzi przez kolejne instrumenty, że jest tam taki dziwny, eteryczny akompaniament – taka pewnie będzie reakcja melomana. Wykształcony muzyk, który posługuje się nutami i słuchając muzyki, od razu te nuty gdzieś tam w swojej wyobraźni widzi, na pewno zacznie się od razu zastanawiać: „Hola, moment: jak to jest zapisane? Jakim systemem graficznym?”. „Jak wygląda partytura?” – to pytanie zada już sobie kompozytor. W ten sposób, na różnych poziomach dostępu do sedna tego dzieła, wzbudza ono u wszystkich równe zainteresowanie. I jeśli na początku mamy utwór, który wzbudza powszechne zainteresowanie, to wiadomo, że ktoś tę playlistę będzie dalej obserwował.

Nie chciałbym, aby ta playlista była chronologiczna, ale pewne elementy chronologii jednak się w niej znajdą, jako że Kołysanka jest dosyć wczesnym utworem, a właśnie ta wczesna muzyka, muzyka wymyślana jeszcze podczas wojny, muzyka powojenna, chociażby folklorystyczna Sinfonia rustica czy poświęcona pamięci ofiar Sinfonia elegiaca [należą do łatwiejszych w odbiorze dzieł Panufnika]. Sinfonia rustica to jeden z najbardziej przystępnych utworów, ze względu na to, że jest oparty na folklorze, w związku z tym są w nim łatwo wpadające w ucho melodie, ale to jest też utwór, który robi wrażenie nawet na tych osobach – a przecież przede wszystkim dla nich muzykę piszemy, dla nich muzykę wykonujemy – które nie są zawodowo z nią związane. Sam pomysł rywalizacji dwóch orkiestr, pomysł na to, co każdy zna z domu – choć w tej chwili już może nie, bo fascynacja mojego pokolenia stereo pewnie wygląda w tej chwili dość prehistorycznie, bo dziś dziecko rodzi się w epoce kina, które ma wiele głośników, tak, że kanał lewy, kanał prawy, w ten sposób podawany sygnał kontrolny w radiu, jest w tej chwili jak z muzeum techniki. Ale dla tych wszystkich starszych Państwa, do których się zaliczam, ten utwór jest koncertowym ewenementem i robi wrażenie, bo można się bawić tą relacją przestrzenną, która zresztą jest nawiązaniem do jakże popularnego w XX wieku nurtu utworów, które te zabawy przestrzenne eksplorują i w których zabawa przestrzenna jest podstawą, punktem wyjścia.

A zatem Sinfonia rustica, Sinfonia elegiaca, Kołysanka, no i później proponowałbym, po pierwszym zachłyśnięciu się oryginalnością tej muzyki, w Kołysance ze względu na ćwierćtony, dzięki ludyczności, ludowości i jakiejś przystępności Sinfonii rustica, skierowałbym teraz naszego słuchacza w stronę utworów, których naczelną cechą jest atmosfera, klimat dźwiękowy, klimat nastrojowy. Druga kategoria, drugi segment utworów, o których chciałbym wspomnieć, to utwory, które oparte są przede wszystkim na emocji, nastroju. Bo mamy emocje, które, są emocjami akcji, wynikające z opowieści narracyjnej, a są też utwory, które koncentrują się tylko i wyłącznie na emocji trwania. Powiedziałbym, że to są nie tyle muzyczne historie, co muzyczne pejzaże. I tak jak w malarstwie mamy sceny rodzajowe albo pejzażowe, to ta kategoria pejzażowa jest być może tym wyższym kręgiem wtajemniczenia, i do takich utworów, właśnie z gatunku malarstwa pejzażowego, zaliczyłbym Nokturn, zaliczyłbym dzieła, które mają w sobie zaklętą treść, program, takie wspaniałe utwory jak chociażby Muzyka jesieni. Ale to nie treść jest [w nich] najważniejsza, ale sama emocja towarzysząca tym treściom, jak chociażby w Muzyce jesieni pożegnanie odchodzącej ukochanej osoby.

Jest to rodzaj muzyki, którą nazwałbym muzyką wolną. Jeżeli teraz jest bardzo popularny, modny termin slow food, to w jakimś sensie może jest też czas, żeby wymyślić termin slow music. Ludzie najczęściej epatowani są na koncercie tym, że ktoś coś zagra bardzo szybko, bardzo precyzyjnie, niesamowicie głośno, że orkiestra jest jak motocykl wyścigowy: szybka, zwinna, pewna. Z każdej strony dochodzi atakujący nas dźwięk. I w tym momencie gros utworów Andrzeja Panufnika jest w opozycji do tej tendencji, są to utwory, które bardzo często rozpoczynają się i kończą cicho, wyłaniają się z ciszy, nie wzbudzają w sposób automatyczny frenetycznej owacji na zasadzie: kończy się huk – jest wrzask publiczności i brawa. To jest ten rodzaj muzyki, która zastyga, a my zastygamy wraz z nią, i chwilkę się nad wszystkim, co jest naprawdę ważne w życiu, zastanawiamy.

Wracając jeszcze do kolejności utworów na playliście – od tego nie można zaczynać, bo współczesny człowiek jest zbyt zabiegany, za bardzo atakowany przez bodźce, dźwięki na co dzień. Musi dojść do pewnego uspokojenia organizmu i naszego postrzegania, żebyśmy mogli zacząć spokojnie delektować się czymś, co przychodzi do nas w proporcjach być może naturalnych i właściwych, tyle że jako ludzie już dawno sami to zatupaliśmy, zadeptaliśmy.

Dekonstrukcja pejzażu w malarstwie doprowadziła do abstrakcji. Podobnie jest w muzyce. Mógłbym nawet pokusić się o ułożenie malarskiej historii muzyki Andrzeja Panufnika tak, że od tych scen rodzajowych, czy nawet batalistycznych w uwerturach, czy sportowych, wyrażających ruch, poprzez malarstwo pejzażowe, przechodzimy do kategorii utworów, które określiłbym mianem poetyckiego kubizmu ze względu na to, że mamy tu fascynację geometrią, fascynację możliwościami geometrii. Coś, co jest z pozoru pozbawione uczuć i emocji, czyli geometryczne kształty, które w jakimś sensie są nienaturalne, bo nie występują w przyrodzie, niosą ze sobą w malarstwie kubistycznym najwyższej próby najwyższego lotu emocje. One są abstrakcyjne, ale pozostają emocjami głęboko humanistycznymi. Taki sam fenomen w zakresie muzyki występuje w twórczości Andrzeja Panufnika. W utworach takich jak Sinfonia mistica, Sinfonia di Sfere, wszystkich tych utworach geometrycznych, które można nazwać szeroko utworami środkowego okresu twórczości, czyli z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Ta muzyka mówi do nas emocjami, ale tu jest ten podwójny kod. Z jednej strony można je odbierać na zasadzie eufonicznych lub nieeufonicznych, brzmień i emocji, a można je odbierać też na zasadzie analitycznej. I tutaj jest taki moment w twórczości Andrzeja Panufnika, gdzie on się zbliża do tego nurtu muzyki, który wywodzi się od Weberna, gdzie muzyka jest w równej mierze do słuchania, jak i do oglądania. Bo można doznawać niemalże wzruszeń natury estetycznej, patrząc tylko w partyturę, nawet tej muzyki nie słuchając w żywym wykonaniu lub nagraniu. Po prostu patrzymy na sfery, które harmonijnie przeplatają się ze sobą, współgrają, i mamy pełnię odczuwania danego utworu, nawet nie wykonując lub nie słuchając tej muzyki, tylko zastanawiając się nad jej zapisem. Taki muzyczny kubizm.

Po tym z pozoru najtrudniejszym na playliście segmencie utworów geometrycznych zaproponowałbym, w celu ponownego rozluźnienia atmosfery, zrelaksowania się, aby słuchacz, z takim bagażem wiedzy na temat muzyki Panufnika, mógł powrócić do utworów, które niosą w sobie bardzo konkretne programy i opowieści, takich jak Koncert fagotowy, poświęcony pamięci księdza Jerzego Popiełuszki, w ogóle literatura koncertowa: Koncert wiolonczelowy, Koncert skrzypcowy, Koncert fortepianowy. Na samym końcu umieściłbym opracowania muzyki staropolskiej, opracowania dawnych mistrzów, ze względu na to, że to jest w jakimś sensie nurt poboczny, i na pewno tych utworów nie dałbym jako tych mających zachęcić do poznawania twórczości Andrzeja Panufnika. Uważam, że sto razy łatwiej jest zachęcić czymś tak naprawdę dosyć trudnym, a tak jest w przypadku Kołysanki. A jestem pewien, że ta Kołysanka chwyci. Taka jest w skrócie ta playlista. Jeżeli mógłbym ją jakoś zareklamować, to powiedziałbym: „Od scen rodzajowych, poprzez kubizm, do summy malarstwa i muzyki XX wieku”.


Ł
ukasz Borowicz –  jeden z czołowych polskich dyrygentów młodszego pokolenia, od 2007 roku dyrektor artystyczny Polskiej Orkiestry Radiowej. Wraz ze swoim zespołem oraz berlińską Konzerthausorchester nagrał dla wytwórni cpo (classic production osnabrück) komplet dzieł symfonicznych Andrzeja Panufnika.