Krzesimir Dębski | Playlista





Wojciech Kilar na początku był kompozytorem awangardowym. Parę lat po studiach dokonał zmiany stylistycznej, bo na początku pisał utwory w dawnym stylu. Troszeczkę ulegał wpływom świata polityki, który twórcom polskim narzucał socrealizm, więc on uciekł w muzykę dawną, tak jak i Górecki. Ale potem był czołowym przedstawicielem sonoryzmu, czyli zajmowania się nowym brzmieniem instrumentów tradycyjnych, orkiestry tradycyjnej. I potem, jak sam mówił, przeraziło go, że XX wiek to jest cmentarzysko partytur, że powstało mnóstwo utworów, nastąpiła niesamowita emancypacja kompozytorów – wszyscy mogli komponować, demokratycznie. Płyty, nagrania, radio – rozprzestrzenianie się muzyki nabrało straszliwego tempa. No i niestety, chyba ta arogancja twórców XX wieku, nie tylko w muzyce, ich skłonność do narzucania awangardowego stylu myślenia, przyniosła sporo szkód w rozwoju muzyki. Gdy stwierdzono, że dawne rzeczy właściwie nic nie są warte, spalono na stosie niemalże wszelką inną muzykę.

Więc we wczesnych latach 70. Wojciech Kilar dokonał zwrotu w swojej twórczości. Postanowił pisać to, co czuł, że powinien. Ale jeśli chodzi o niektóre jego dawne kompozycje, myślę, że Riff jest znakomity jako utwór awangardowy, i utwór Upstairs - Downstairs. To są dwa utwory, które są dla mnie bardzo ważne i bardzo miłe. I zaskakujące jest, że następowały po nich potem utwory takie jak Angelus, Krzesany czy Orawa, czyli próby opracowywania muzyki religijnej czy ludowej w nowoczesny sposób i czerpania z folkloru, szczególnie góralskiego.

Dokonania Wojciecha Kilara są, myślę, znakomite w tym względzie – właśnie folkloryzm zapewnia im teraz dużą wykonywalność na świecie. Te utwory sam słyszałem, jak były wykonywane w Stanach czy w Norwegii, i Kilar robi nimi furorę.

Myślę, że to jest to, z czym troszkę w naszym kraju mamy z problem. Z tym, co mówił Rej, że „Polacy nie gęsi…”. A jednak jesteśmy gęsi, ciągle małpujemy wszystko, co zagraniczne. A tu Wojciech Kilar w sposób nowoczesny sięgnął po folklor, który jest atrakcyjny, który jest nieznany, a jest nasz. I to właśnie zaskakuje ludzi na Zachodzie, że to jest coś świeżego, coś, czego nie znali. I brawurowo napisane, i brawurowo da się to grać.

Wojciech Kilar – sam z nim kilkakrotnie rozmawiałem na ten temat – niespecjalnie chwalił się swoją muzyką filmową. Sam zajmuję się muzyką filmową i to jest przyjemne zajęcie – to jest coś takiego, jak praca scenografa w teatrze. Scenograf musi opracować XIX-wieczne wnętrze, wymyślić jakąś nową syntezę tego stylu, musi podmalować w stylu jakiegoś malarza obraz, a przynajmniej zlecić. I kostiumy. To jest taka praca na eklektycznej materii, ale z dawną muzyką. I to jest bardzo dobre ćwiczenie dla każdego kompozytora. Ale z tego co wiem, Wojciech Kilar niespecjalnie cenił tę swoją twórczość, traktował to jako coś, czym się zarabia pieniądze i jako zabawę treningową. Niektóre tematy z filmów potem w sposób artystyczny, już bardziej swoisty, przenosił do swojej muzyki artystycznej.

Myślę, że publiczność ma taki sam problem, jaki miał Wojciech Kilar. Które utwory lubić – czy Riff, te właśnie awangardowe Upstairs - Downstairs,  czy na przykład Siwą mgłę albo Krzesanego? Ja myślę, że można i to, i to lubić. I pan Wojciech chyba i to, i to lubił. Dlaczego nie? Ja jako kompozytor chciałbym, żeby więcej tych jego dawnych utworów – nowoczesnych, awangardowych – było znanych szerokiej publiczności.